Przez długi czas wydawało mi się, że jeśli już coś zaczęłam, to powinnam to konsekwentnie ciągnąć dalej.
Blog miał być miejscem, w którym będę dzielić się swoimi doświadczeniami z tradingu, pisać o emocjach, błędach, rynku, pieniądzach, kobietach w tradingu i całym tym pięknym bałaganie, który nazywam życiem traderki.
I rzeczywiście — napisałam sporo.
Ale w pewnym momencie zaczęłam zadawać sobie bardzo niewygodne pytanie:
Czy ja naprawdę chcę jeszcze więcej pisać, czy może chcę po prostu więcej zarabiać na tym, czego nauczyłam się przez lata?
I odpowiedź okazała się zaskakująco prosta.
Nie chcę już budować kolejnego bloga tylko po to, żeby go budować.
Chcę skupić się na tradingu.
Nie zaczęłam tradingu wczoraj
Trading nie jest dla mnie modnym hobby znalezionym wczoraj na TikToku.
To lata nauki, obserwowania wykresów, testowania strategii, popełniania błędów, tracenia pieniędzy, odzyskiwania kontroli, analizowania własnej psychiki i uczenia się przede wszystkim jednej rzeczy:
że największym przeciwnikiem tradera bardzo często nie jest rynek, tylko on sam.
Przez te wszystkie lata poświęciłam tradingowi ogromną ilość czasu.
Czytałam, analizowałam, testowałam wskaźniki, zmieniałam podejście, wracałam do podstaw, prowadziłam dzienniki, obserwowałam własne emocje i uczyłam się na własnych błędach.
I właśnie dlatego dzisiaj coraz mniej podoba mi się pomysł, że tę wiedzę mam cały czas rozdawać za darmo.
Nie dlatego, że nagle stałam się tajemniczą guru, która odkryła sekretną strategię na rynku.
Wręcz przeciwnie.
Im dłużej jestem w tradingu, tym bardziej wiem, jak wiele jeszcze nie wiem.
Ale jednocześnie wiem już wystarczająco dużo, żeby uczciwie powiedzieć:
moja wiedza ma wartość.
A mój czas również.
Czas to też pieniądze
Przez lata bardzo łatwo było mi powiedzieć:
„Napiszę jeszcze jeden artykuł.”
„Przygotuję jeszcze jeden materiał.”
„Zrobię jeszcze jeden darmowy poradnik.”
„Przecież to tylko kilka godzin.”
Tylko że tych „kilku godzin” robi się później kilkadziesiąt.
A czas, który poświęcam na pisanie, przygotowywanie grafik, poprawianie tekstów, publikowanie, promocję i prowadzenie mediów społecznościowych, jest czasem, którego nie poświęcam na trading.
I tutaj musiałam być brutalnie szczera sama ze sobą.
Nie mogę jednocześnie traktować tradingu poważnie i bez końca budować darmowego centrum wiedzy dla innych.
To nie znaczy, że przestaję dzielić się doświadczeniem.
Zmienia się tylko sposób.
Dlatego otworzyłam sklep internetowy - Trasę&Chill na Naffy https://www.naffy.io/tradeandchill
Postanowiłam stworzyć własny sklep internetowy, w którym będę mogła sprzedawać produkty związane z tradingiem, organizacją pracy i psychologią tradera. Serdecznie zapraszam 😁
Nie dlatego, że chcę udawać ekspertkę od wszystkiego.
I nie dlatego, że chcę sprzedawać ludziom obietnicę łatwych pieniędzy.
Wręcz przeciwnie.
Chcę tworzyć rzeczy, które sama chciałabym mieć kilka lat temu.
Dzienniki tradingowe.
Planery.
Materiały pomagające uporządkować proces.
Ebooki.
Ćwiczenia związane z emocjami i dyscypliną.
Rzeczy, które nie obiecują: „zarobisz X złotych w 30 dni”, tylko pomagają traderowi lepiej organizować własną pracę.
Bo trading nie potrzebuje kolejnej osoby krzyczącej:
„Kup tutaj, sprzedaj tutaj i zarób fortunę!”
Potrzebuje ludzi, którzy rozumieją, że między kliknięciem „BUY” a osiągnięciem stabilności finansowej jest ogromna przepaść.
Nie sprzedaję marzeń. Sprzedaję swoją pracę.
To chyba najważniejsza zmiana w moim myśleniu.
Przez długi czas miałam opór przed sprzedawaniem czegokolwiek związanego z tradingiem.
W głowie pojawiało się:
„Czy ktoś naprawdę będzie chciał za to zapłacić?”
„Może powinnam dawać wszystko za darmo?”
„Może najpierw muszę mieć ogromną społeczność?”
„Może jeszcze nie jestem wystarczająco dobra?”
Tylko że wtedy można czekać w nieskończoność.
Bo zawsze znajdzie się ktoś z większą liczbą obserwujących.
Ktoś z większym kontem.
Ktoś z ładniejszym Instagramem.
Ktoś, kto ma bardziej profesjonalną stronę.
Ktoś, kto na YouTube pokazuje samochód za pół miliona i mówi, że trading jest prosty.
Ja nie chcę być tą osobą.
Chcę być sobą.
Traderką, która przeszła swoją drogę, nadal się uczy i nie zamierza udawać, że rynek jest prosty.
Ale też traderką, która zaczyna wreszcie doceniać własną pracę.
A co z blogiem?
I tutaj dochodzimy do najtrudniejszej części.
Rozterki Traderki nie znikają dlatego, że trading przestał mnie interesować.
Wręcz przeciwnie.
Trading interesuje mnie bardziej niż kiedykolwiek.
Po prostu zmieniły się moje priorytety.
Pisanie bloga wymaga ogromnej ilości czasu.
A ja chcę ten czas przeznaczyć przede wszystkim na rynek, rozwój własnego tradingu i budowanie źródła dochodu, które ma dla mnie znacznie większe znaczenie niż liczba opublikowanych artykułów.
Nie chcę pisać tylko dlatego, że „powinnam”.
Nie chcę produkować kolejnych tekstów pod algorytm.
Nie chcę patrzeć na statystyki i zastanawiać się, dlaczego artykuł, nad którym siedziałam sześć godzin, przeczytało kilkadziesiąt osób.
I przede wszystkim nie chcę zamieniać czegoś, co kiedyś było przyjemnością, w kolejny obowiązek.
Dlatego robię krok w tył.
A właściwie — krok w inną stronę.
Nie rezygnuję z Rozterek Traderki. Zmieniam ich formę.
Może kiedyś wrócę do regularnego pisania.
Może będę publikować rzadziej, ale bardziej konkretnie.
Może blog stanie się miejscem, do którego będę wracać wtedy, kiedy naprawdę będę miała coś ważnego do powiedzenia.
Ale nie chcę już mieć poczucia, że muszę co tydzień stworzyć kolejny artykuł, żeby udowodnić, że nadal istnieję.
Bo nie muszę.
Nie muszę być wszędzie.
Nie muszę codziennie publikować.
Nie muszę budować gigantycznej społeczności.
Nie muszę udowadniać swojej wartości liczbą wyświetleń.
Muszę natomiast dobrze wykorzystywać swój czas.
I właśnie tego nauczył mnie trading
Trading nauczył mnie czegoś, czego wcześniej bardzo długo nie rozumiałam.
Nie każda okazja jest okazją dla mnie.
Nie każdą transakcję trzeba otworzyć.
Nie każdy ruch rynku trzeba złapać.
Nie każdy dzień musi być dniem zarobkowym.
Czasami najlepszą decyzją jest nic nie robić.
I chyba dokładnie to samo zaczynam stosować w swoim życiu.
Nie muszę pisać kolejnego tekstu.
Nie muszę tworzyć kolejnego posta.
Nie muszę być ciągle zajęta.
Mogę wybrać to, co naprawdę ma dla mnie znaczenie.
A dzisiaj tym czymś jest trading.
Chcę zarabiać na tym, czego nauczyłam się przez lata
Nie będę udawać, że nie chodzi o pieniądze.
Oczywiście, że chodzi o pieniądze.
Przecież właśnie po to między innymi uczymy się tradingu.
Chcę, żeby lata nauki, doświadczeń, błędów i pracy zaczęły mieć również wymiar finansowy.
Nie poprzez sprzedawanie obietnicy łatwego zarabiania.
Nie poprzez wciskanie komuś sygnałów.
Nie poprzez udawanie, że znam przyszłość.
Tylko poprzez wykorzystanie własnych umiejętności.
Trading jest moją pracą.
Moja wiedza jest wynikiem lat pracy.
Produkty, które tworzę, również wymagają pracy.
Dlaczego więc miałabym uważać, że muszę oddawać wszystko za darmo?
Nie mam już takiej potrzeby.
I chyba właśnie to jest dla mnie największą zmianą.
Zaczynam cenić własne umiejętności.
Ale zaczynam też cenić swój czas.
To nie jest pożegnanie
Jeżeli czytałaś moje teksty, obserwowałaś Rozterki Traderki albo po prostu trafiłaś tutaj przypadkiem — dziękuję.
Naprawdę.
Ten blog był częścią mojej drogi.
Ale drogi się zmieniają.
Czasami trzeba zamknąć jedne drzwi, żeby przestać stać w korytarzu i zacząć iść dalej.
Ja właśnie ruszam dalej.
Mniej pisania.
Więcej tradingu.
Więcej skupienia.
Więcej pracy nad własnymi wynikami.
I własny sklep, w którym chcę zamienić część mojego doświadczenia w produkty, które rzeczywiście mogą być komuś przydatne.
Nie wiem, dokąd dokładnie mnie to zaprowadzi.
Ale tym razem nie potrzebuję tego wiedzieć.
W tradingu nauczyłam się, że nie muszę znać całej przyszłości, żeby podjąć kolejną decyzję.
Wystarczy wiedzieć, co robię teraz.
A teraz?
Teraz wybieram siebie, swój czas, swoje umiejętności i trading.
I chyba najwyższy czas zacząć traktować je naprawdę poważnie.
Do zobaczenia po drugiej stronie wykresu.
— Rozterki Traderki
Komentarze
Prześlij komentarz