Trading w internecie sprzedaje się dziś jak marzenie premium. Laptop na plaży, wykres na drugim monitorze, kawa specialty i trzy kliknięcia dziennie, które „robią” średnią krajową przed południem. Problem polega na tym, że większość ludzi poznaje trading nie od strony rzeczywistości, tylko od strony marketingu. A marketing w tej branży jest często bardziej dochodowy niż sam trading. Prawda jest dużo mniej sexy. I jednocześnie dużo bardziej wartościowa. Czy trading może być stabilnym źródłem dochodu? Tak. Ale nie dla większości ludzi. I nie w sposób, który większość sobie wyobraża. To nie jest kasyno dla sprytnych. To nie jest magiczna droga ucieczki od etatu po dwóch miesiącach oglądania YouTube’a. To nie jest też zajęcie dla osób, które emocjonalnie rozsypują się po trzech stratach z rzędu. Trading jest bliżej prowadzenia biznesu niż hazardu, ale tylko wtedy, gdy trader zachowuje się jak właściciel biznesu, a nie jak człowiek szukający dopaminy. I właśnie tutaj zaczyna się...