Są dwa rodzaje traderów. Tacy, którzy mają straty. I tacy, którzy jeszcze nie wiedzą, że będą je mieć. Jeśli ktoś mówi Ci, że „u niego sam profit”, to albo sprzedaje kurs za 2997 złotych, albo właśnie wyzerował konto i próbuje odzyskać godność na Instagramie. Rynek jest brutalnie sprawiedliwy. Każdemu prędzej czy później przypomina, że nie jesteśmy wybrańcami Wall Street, tylko ludźmi klikającymi w kolorowe świeczki z kawą w ręku i nadzieją w sercu. Największy problem ze stratami nie polega nawet na utracie pieniędzy. Pieniądze bolą, jasne. Szczególnie kiedy patrzysz na pozycję i widzisz, że właśnie wyparowała kwota, za którą można było polecieć na wakacje, kupić nowy telefon albo przez trzy miesiące udawać w Lidlu, że ceny już nas nie ruszają. Ale prawdziwy dramat dzieje się w głowie. Strata uruchamia emocje, których często nawet się po sobie nie spodziewamy. Wstyd. Złość. Chęć odegrania się. Panikę. Zwątpienie. I to jest moment, w którym większość traderów nie przegrywa p...