Jeśli spędziłaś w tradingu więcej niż kilka tygodni, to prawdopodobnie znasz ten stan aż za dobrze. Siedzisz przed wykresem, analizujesz świeczki jak Sherlock od zbrodni doskonałej, dorysowujesz kolejną linię trendu, sprawdzasz RSI, MACD, fazę księżyca i humor kota sąsiadki, a mimo to palec nad przyciskiem „kup” zaczyna się pocić. Bo przecież może jeszcze nie teraz. Może rynek zrobi jeszcze jeden mikroskopijny ruch, który sprawi, że wejście będzie idealne. I tak czekasz, aż rynek odjedzie jak Uber zamówiony pięć minut temu, a Ty dalej w kapciach. Perfekcjonizm brzmi jak zaleta, ale w tradingu często działa jak hamulec ręczny zaciągnięty w sportowym aucie. Niby jedziesz, ale coś strasznie śmierdzi. Perfekcjonizm daje złudne poczucie kontroli. Traderka perfekcjonistka wierzy, że jeśli zbierze wystarczająco dużo potwierdzeń, sygnałów i analiz, to uniknie strat. To piękna bajka, tylko że rynek nie czyta bajek na dobranoc. Rynek nie wie, że czekasz na „ten jeden idealny syg...